W poszukiwaniu akceptacji

Matka Natura skonstruowała nas jako istoty społeczne, dlatego mamy potrzebę przynależności. Każdy z nas ma swoją grupę odniesienia. Jesteśmy członkami klubów sportowych lub kół zainteresowań. Firma, w której pracujemy to też grupa, do której przynależymy, tak samo, jak kręgi znajomych czy rodzina. Chcemy czy nie należymy do grup, w których obowiązują pewne zasady i wyznawane są określone wartości. Co więcej, zgodnie z dobrze znanym schematem, każdy ma swoje miejsce i określoną funkcję. Jest lider, błazen, ekspert, mediator, luzak, sierotka, kozioł ofiarny itd. Nie zawsze pełnimy tę samą rolę we wszystkich grupach, do których przynależymy. W jednej możemy być liderem a w drugiej błaznem.

W tym całym galimatiasie osobowości i masek jest nasze „ja”. Często słyszy się, że ludzie szukają samego siebie, trzonu tego kim naprawdę jesteśmy. Nasze prawdziwe „ja” widoczne jest tylko wtedy, gdy zdejmiemy wszystkie maski. Przestaniemy być matką, ojcem, żoną, mężem, dzieckiem, pracownikiem czy pracodawcą. Co zostaje, gdy zdejmiemy markowe ubrania, złotą biżuterię, zmyjemy z twarzy makijaż, ściągniemy farbę z włosów, wyłączymy telewizor, radio, muzykę, odłożymy książkę? I to, co najtrudniejsze, na chwilę uciszymy małpę w głowie, która ciągle skacze i gada, opowiada, wspomina i planuje. Macie czasami takie momenty? W takich chwilach spotykamy siebie. Wtedy możemy poczuć to, kim tak naprawdę jesteśmy. Możemy dostrzec nasze uczucia i stan, w którym się znajdujemy. Jest nam wesoło, spokojnie i błogo czy może jesteśmy smutni, czujemy się nieakceptowani, niekochani, samotni, skrzywdzeni? Uciekamy od siebie właśnie po to, by tego nie poczuć. Po latach zamiatania pod dywan wszystkich problemów, niewypowiedzianych słów i nieokazanych emocji. Siadamy i płaczemy. Wylewamy żal i smutek, który towarzyszył nam, czasem nawet od dnia narodzin. Nie znam człowieka, który ma idealne życie. Ziemia nie jest miejscem sielanki. Mamy tu zadania do wykonania. Zaprzyjaźniona bioenergoterapeutka mawia, że ziemia jest miejscem, gdzie dusze przychodzą, by się uczyć i rozwijać. Ma takie powiedzenie, które należy do moich ulubionych, „żyje się do końca życia”. Oznacza to, że do końca życia będziemy borykać się z trudnościami i zawsze będzie coś do przerobienia. Warto na bieżąco się z tym konfrontować, by nie potknąć się o problemy zamiecione pod dywan.

Wróćmy jednak do meritum. Gdy spotkamy się ze samym sobą i oczyścimy to, co najbardziej nam zalega tzw. grube tematy, zaczynają dziać się cuda. Doświadczamy czucia z serca, nie z głowy. Zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, co znaczy wdzięczność, miłość, przyjaźń, prawdziwa radość, błogość, akceptacja. I wtedy pojawia się „Wow! Co za wspaniałe jakości! A więc to o to chodziło…” Czujemy innych ludzi, sytuacje i co najważniejsze siebie. Zaczynamy być coraz bardziej indywidualni, bo mamy świadomość siebie i naszych uczuć. Coraz trudniej jest się dostosować i iść z prądem. Zaczynamy szukać swojej własnej drogi i podążać nią. W zgodzie z tym, co podpowiada nam nasze, odzyskane czasem nawet po kilkudziesięciu latach, serce. Oczywiście nadal przynależąc do tych wszystkich grup, o ile po drodze nie zrezygnowaliśmy z części, bo okazało się, że nam nie odpowiadają lub są destrukcyjne. Z jednej strony zostajemy ze świadomością siebie i swoją indywidualnością a z drugiej nadal jesteśmy istotami społecznymi z potrzebą akceptacji i przynależności.

Dziś bardzo mocno to poczułam. Czy można, dla zaspokojenia potrzeby akceptacji, trochę zrezygnować z siebie? Po wewnętrznej walce uznałam, że drogowskazem w takich sytuacjach jest serce, które bardzo szybko otworzyło klapkę w głowie, odpowiedzialną za wspomnienia. Wyświetliły się chyba wszystkie sytuacje z mojego życia, kiedy czułam się odrzucona przez grupę lub innych ludzi, bo jestem za mała, za duża, za silna, za słaba, za ładna, za brzydka, za cicha, za głośna…powód się zawsze znajdzie. Mózg spełnił swoje funkcje, dlatego wróciłam do serca z pytaniem. A czy ja akceptuje siebie z całą swoją niedoskonałością ? I czy jeżeli w pełni się zaakceptuje nadal będę potrzebowała akceptacji innych ludzi ?

Świat wokół nas jest odbiciem nas samych. Żeby inni mogli nas zaakceptować, najpierw musimy sami to zrobić. Jeżeli nie chcemy sięgnąć głębiej, by coś zobaczyć, to inni przyjdą z pomocą i ciągle będziemy doświadczać braku akceptacji. Dlatego, jeżeli chcemy zmienić świat wokół nas, musimy zacząć od zmiany siebie.

„Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.” Mohandas Gandhi

Namaste!